Początkowo wcale nie chciałem na ten konwent jechać - nie przekonywała mnie amatorszczyzna organizacyjna, jak się okazało, grupy Saite, mimo że znam tych ludzi z imienia i nazwiska. Nieprzyjemnie wyniośle zachowywali się już jak organizacja Meido Cafe na KoneConie 2, widać władza uderza do głowy, a w szczególności 'wysokiemu metalowcowi', który chyba cierpi na kompleks małej fujarki, bo agresywnie reagował na wszystko, "ja tutaj jestem orgiem" (cytat).
Ad rem - strona internetowa graficznie nie powala, szata jest zwyczajnie uboga i smutna (wątpię, żeby to było zamierzone, ponieważ "konwencją" były słodkie macuszki). Witryna padła w najgorszym momencie, ale to raczej nie było zamierzone działanie, chociaż chłopaki mogli pomyśleć w tym czasie (3-4 dni?) nad jakimś zapasowym źródłem zrobionym na szybko, na darmowym hostingu. Nie pomyśleli, minus. Akredytacja nie była rozdzielona na poszczególne dni, zaskoczyli mnie, bo na takie rozwiązania mogą sobie pozwalać tylko szanowane i wyczekiwane imprezy typu OldTown. Po krótkiej rozmowie z (...) doszliśmy do konsensusu, że mogę wejść na jeden dzień za 15 zł - okejka za zaradność.
Dotarłem na miejsce, nie sprawiło mi to problemu, bo pochodzę ze Szczecina. Szkoła zaraz przy przystanku, nawet nie trzeba było przechodzić na drugą stronę ulicy, super sprawa. Z dojazdem z dworca kolejowego było już znacznie gorzej, ponieważ trzeba było się przesiąść z tramwaju na autobus, ale ostatecznie nie było tak źle (chociaż w dobrym tonie byłoby, gdyby na stronie pojawiły się też zdjęcia trasy dworzec-konwent, to jest po prosty wygodniejsze w użyciu).
Sama szkoła była oznakowana jedna macką na drzwiach i jakimiś kartkami. Niezbyt widoczne, ale trafić było można. W akredytacji spotkała mnie niemiła niespodzianka, bo długowłosy metalowiec był agresywny jak zawsze, a (...) dostał amnezji i w towarzystwie reszty organizatorów zapomniał o obietnicy złożonej dwa dni wcześniej. Na szczęście po chwili przypominania wszedłem na ustalonych wcześniej warunkach.
Proszę państwa, po co państwu jest mój nr PESEL? 'Bo imię i nazwisko nie wystarcza na poświadczenie obecności twojej osoby jako takiej.' Mądrze, ale idąc na koncert nikt ode mnie nie chce moich danych, a to też jest impreza kulturalna. Podałem im ten PESEL, niech mają.
O ochronie nie ma się co rozwodzić, bo byli i robili co do nich należy.
Identyfikatory wywarły na mnie pozytywne wrażenie - śliczna, przejrzysta, ostra grafika wydrukowana na miłym w dotyku, dobrze przyciętym kartoniku. Dwie dziurki w plakietce sprawiały, że nie przewracała się na drugą stronę. Proste, ale skuteczne, MacGyver byłby dumny. Informator nie wybijał się ponad normę. Wręcz przeciwnie – grafiki, które nie zostały ‘
Jakie atrakcje? Żadne. To naprawdę niewielki stopień przenośni, bo większość z nich została odwołana, a plan wykreślono z informatorów i zastą
Czas urządziłem sobie we własnym zakresie zbierając na maty ozonowe, którymi załatamy dziurę ozonową. Dziękuję bardo wszystkim darczyńcom, którym na sercu lezy dobro naszej planety, a dziewczynie, która gardzi ‘moją’ dziurą ozonową, obiecuje raka skóry w najbliższym czasie. Chciałem też znaleźć DS’ową mafię z forum NDStuff, ale dziura ozonowa była ważniejsza
Ogólne wrażenie? Żenada. Organizatorzy nie są w stanie sobie poradzić z organizacją takiego przedsięwzięcia. Po prostu im nie wyszło. Jak mówi stare powiedzonko „nie wiesz, nie potrafisz, to nie pchaj się na afisz”. Rozważcie to, a za nastę
J